"Can't run away from the fate just like you can't escape the wind"
Od czasu konkursu Lunie zdawało się, że każda przyciszona rozmowa, którą słyszy dotyczy kreatywnego zakończenia jej występu, którym Matteo ją uraczył. Tego dnia, tak samo jak codziennie od miesiąca dziewczyna starała się nie zwracać na to uwagi, gdy w poniedziałkowe południe przekroczyła próg Jam&Roller. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że w kafejce szumiało niczym w ulu. Prawie wszystkie stoliki były zajęte. Razem z Niną, swoją najlepszą przyjaciółką, rozejrzała się wokół w poszukiwaniu wolnego miejsca.
— Tam — Nina wskazała stolik, przy którym siedzieli Ramiro oraz Pedro. Dziewczyny ruszyły w ich kierunku, gdy wtem ktoś zagrodził im drogę.
— Witaj Kelnereczko — usłyszały. Luna zamarła na dobrą minutę nim z niechęcią uniosła wzrok na intruza.
Był jak zwykle wysoki i smukły, o atletycznej sylwetce osiągniętej dzięki latom treningów. Ciemne włosy ułozone w artystycznym nieładzie wręcz zapraszały do tego, aby zanużyć w nich palce. W oczach czarnych niczym północ tańczyły wesołe iskierki a na ustach błąkał się leniwy, uwodzicielski uśmiech. Luna z całych sił starała się nie myśleć o tym jak miękkie, lecz stanowcze, słodkie, ale namiętne potrafiły być. Ani o tym, że to w tej odległości znajdowali się się zanim... Zanim ją pocałował.
Zrobiła krok w tył i z cichym prychnięciem załozyła ręce na piersi.
— Czego chcesz Królu Pawiu? — spytała, przewracając oczami.
— Nic takiego, chciałem sprawdzić czy mnie poznajesz — odparł, nonszalancko wzruszając ramionami — w końcu bardzo dawno się nie widzieliśmy.
— Przecież widujemy się codziennie — odpowiedziała Luna, marszcząc brwi niby to ze zdziwieniem — na torze i w szkole...
— Tak tak — przyznał Matteo, po raz kolejny naruszając jej osobistą przestrzeń — bardzo często obserwuję kurz opadający za tobą, gdy ode mnie uciekasz — dodał, nachylając się nad nią nieznacznie. Do jej nozdrzy dotarła woń jego perfum, uwodzicielskich i kuszących jak on sam. Zadrżała pod wpływem jego magnetycznego spojrzenia i nie była w stanie odwrócić wzroku. Było w nim coś hipnotyzującego, coś co przyciągało i odpychało ją od niego jednocześnie. Przełknęła głośno ślinę i bezwiednie spuściła wzrok na jego nieznacznie rozchylone usta. Wstrzymała oddech, gdy na jego wargach pojawił się arogancki półuśmiech.
— Simon! — spanikowany głos Niny wyrwał ich oboje ze świata, w którym właśnie mieli się pocałować.
Luna odskoczyła od Matteo tak gwałtownie, że wpadla na stolik, przy którym grupa uczniów, których kojarzyła ze szkoły właśnie zawzięcie o czym dyskutowała. Sapnęła uderzając w drewnianą powierzchnię i przewracając szklanki z koktajlami. Nawet nie zdążyła przeprosić, bo ci zaskoczeni odepchnęli ją i tylko dzięki refleksowi Matteo nie padła na ziemię jak długa. Zamiast tego z impetem wylądowała w jego ramionach.
— To przeznaczenie — zaśmiał się wesoło z zainstniałej sytuacji. Luna oczywiście dzięki swojej niezdarności zyskała teraz sporą publiczność i to niesamowicie go bawiło. Tak samo jak jej zagniewana mina, gdy przyciągnął ją do siebie, ratując przed upadkiem. Mierzyli się na spojrzenia czekając, aż druga osoba odwróci wzrok. Matteo z doświadczenia wiedział, że to ona pierwsza się odsunie, ale tym razem była naprawdę uparta. Chyba chciała dać mu do zrozumienia, że jego bliskość nie robi na niej wrażenia. Cóż, nie miał nic przeciwko temu. Musiał przyznać, że ratowanie jej stało się jego hobby zwłaszcza jeśli wiązało się to z trzymaniem jej drobnego ciała tuz przy swoim.
Nie umiał określić co właściwie sprawiało, że wydawała mu się taka pociągająca. Czy to wąska talia i krągłe biodra, które w tej chwili wyczuwał pod palcami. Czy może smukłe nogi, które wiele razy miał okazję podziwiać zarówno na torze jak i poza nim. A może urocza twarzyczka anioła okolona gęstymi ciemnymi aksamitnymi lokami albo ten zniewalający uśmiech lub głębokie spojrzenie błyszczących ciemnozielonych oczu. A może chodziło o jej pogodne, żywiołowe usposobienie i fakt, że przy całej swojej niezależności była niczym średniowieczna księżniczka, czekająca na ratunek. A może po prostu lubił wyzwania i nakręcała go jej niedostępność, inność, niechęć. Lubił się z nią droczyć, zbliżać forsując kolejne bariery, które między nimi budowała. I lubił, tak jak w tej chwili, czuć przyspieszone bicie jej serca, jej zapach taki inny niż dziewczyn, z którymi do tej pory się spotykał- świeży, naturalny, kwiatowy.
— Luna — tym razem głos Simona sprowadził ich na ziemię. Valente rozejrzała się po Rollerze a widząc tyle zaciekawionych spojrzeń skierowanych wprost na nich wyrwała się z jego objęć zarumieniona. Matteo uśmiechnął się pod nosem. Teraz wyglądała jeszcze bardziej uroczo o ile było to w ogóle mozliwe. Zaczęła przepraszać ludzi siedzących przy stoliku, który staranowała, a gdy ci zapewnili ją, że nic się nie stało stanęła obok Simona, który przyglądał jej się dziwnie.
— Zawsze musisz robić z siebie takiego pajaca? — spytała, zakładajac ręce na piersi. W bezpiecznej odległości odzyskała pewność siebie i teraz przyglądała mu się sceptycznie zza częściowo spiętej grzywki.
Matteo spojrzał najpierw na jej przyjaciółkę, która przyglądała się całej scenie bardzo uważnie i zapewne wyciągnęła włąściwe wnioski, a potem na Simona, który zaciskał dłonie w pięści i posyłał mu ostre pełne wścikłości spojrzenie robiąc krok do przodu i tym samym częściowo zasłaniając Lunę.
— Chyba powinienem oddać cię twojemu koledze na chwilę. Skoro mamy teraz spędzać ze sobą tyle czasu musisz go jakoś pocieszyć czyż nie? — rzucił, usmiechając się szeroko.
Luna zmarszczyła brwi szczerze zdziwiona.
— O czym ty mówisz Królu Pawiu? — spytała, ale ten tylko mrugnął do niej porozumiewawczo i oddalił się w kierunku toru.
— O czym on mówił? — zaniepokoił się Simon, ale Luna tylko wzruszyła ramionami.
— Pewnie jak zwykle chciał nas wkurzyć — odparła stanowczo i chwyciła go za rękę — chodź, pójdziemy w jakieś... Spokojniejsze miejsce.
— Przecież dopiero co przyszłyście — zauważył brunet — myślałem, że postawię wam koktajl a potem...
— Tak, ale to chyba nie najlepszy pomysł — przerwała mu Luna rozgladając się wokół. Przyjaciel podążył za jej spojrzeniem a na widok kilkunastu wpatrujących się w nich twarzy przełknął ślinę i pokiwał głową ze zrozumieniem.
— No tak, więc chodźmy...
— Luna — Jim dopadła ich przy drzwiach i mocno przytuliła dziewczynę — gratuluję kochana.
— Ale czego? — Luna miała wrażenie, że coś ważnego ją ominęło. I wtedy do grupy przyjaciół podeszła Tamara, kierowniczka Jam&Roller.
— No właśnie o tym miałam z tobą porozmawiać — zaczęła. Dziewczyna przełknęła ślinę. coś jej mówiło, że to mogło mieć coś wspólnego z ostatnimi słowami Matteo i że niekoniecznie jej się to spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz