Matteo sam nie wiedział co o tym myśleć. Była zaskoczona, ale przecież musiała się tego spodziewać. Co więcej musiała tego chcieć skoro pomimo początkowego szoku oddała pocałunek. Matteo nigdy czegoś takiego nie przeżył choć calował już wiele dziewczyn. W niej było jednak coś co powodowało, że nie mógł przejść nad tym wydarzeniem do porządku dziennego. Pocałował Lunę Valente i był to najczulszy a zarazem najnamietniejszy i najintensywniejszy moment jaki kiedykolwiek z kimkolwiek dzielił. Sam dotyk jej warg spowodował, że serce podeszło mu do gardła a jego całe ciało pokryła gęsia skórka. Jego zmysły zaplonęły w chwili, w której Luna w końcu z równą siłą naparła na niego i wczepiła palce w jego włosy jakby bała się, że upadnie. Między nich nie dałoby się szpilki wetknąć, ale Matteo wciąż zdawało się, że jednak nadal nie byli dość blisko.
Ten pocałunek przywołał wszystkie wspomnienia, każdy moment gdy próbował z nią filtrować, zbliżyć się do niej, rywalizować z Simonem, pocałować ją. Każdy gdy musiał obejść się smakiem, gdy go odrzucała i wystawiała jego pragnienie na próbę. Gdy to pragnienie wzmagało się, gdy jego wyobraźnia działała na najwyższych obrotach produkując setki niespełnionych nigdy scenariuszy i gdy jego wszystkie techniki tyle razy stosowane na innych dziewczynach zawiodły. Ten pocałunek ich oboje pozbawił tchu. Dobrze wiedział, że był moment gdy poczuła to samo co on. Gdy poddała się temu uczuciu bez reszty.
A potem wszystko minęło. Niemal wyrwała się z jego objęć. W jej oczach dostrzegł szok, przerażenie, niedowierzanie i złość. Była wściekła, że zrobił coś tak karygodnego, że nie dał jej szansy żeby zaprotestować. Satysfakcja i rozbawienie widoczne na jego twarzy chyba nie poprawiały sytuacji. Nie mogła uwierzyć, za to się wydarzyło naprawdę. A potem spojrzała na tłum przeglądający się tej żenującej scenie i zamarła na widok Simona a raczej łez, które ukradkiem ocierał.
Próbował chwycić ją za dłoń, gdy opuszczali tor jadąc w kierunku Tamary, ale wyrwała mu się zaciskając usta w cienką linię. Podczas wspólnego wywiadu była spięta jakby kij połknęła. Potem wiele razy próbował z nią flirtować, ale ona reagowała na niego niemal alergicznie. Odskakiwała za każdym razem gdy próbował się zbliżyć, ripostowała wszystkie jego żarty i cały czas powtarzała, że to jego wina. Matteo zaczął nawet zastanawiać się czy Ambar miała rację, czy Luna faktycznie może być zakochana w Simonie i czy wobec tego nie kłamała mówiąc, że to co zrobił było okropnym doświadczeniem, jednym z najgorszych w jej życiu.
Z tym że podczas konkursu pierwszy raz tak naprawdę się odsłoniła. Wiedział już wcześniej, że może jej się podobać, ale do tej pory nie pozwoliła swoim murom opaść i odsłonić wszystko co się za nimi kryło. To spowodowało, że nie mogł teraz odpuścić. Uważała go za drania, ale to on zrezygnował ze wspólnego występu na rzecz Simona wiedząc, że to może być ich ostatni Open Music z jego udziałem i jak bardzo jest to dla niej ważne. Kłamał, żeby miała szansę pożegnać się z najlepszym przyjacielem, ale nie mógł się nie uśmiechnąć gdy wbrew własnej woli spojrzała mu prosto w oczy śpiewając bądź co bądź jego piosenkę. Doskonale pamiętał ten jakże wymowny wers.
"Być tak przebudzonym w tym złudzeniu"
To właśnie czuł, gdy z nią przebywał. Jakby wreszcie obudził się po długiej i uporczywej drzemce. Wszystkie jego zmysły działały przy niej na najwyższych obrotach choć nie do końca wiedział jeszcze co to wszystko może znaczyć.
Gaston miał rację mówiąc, że to wszystko jest do niego takie niepodobne. Nie zwykł tyle czasu rozmyślać o drugiej osobie, bezinteresowne gesty były mu całkowicie obce. Tymczasem nie dość, że pozwolił temu marnemu gitarzyście, by ponownie zbliżył się do Luny to jeszcze potem odsłonił się ze swoim kłamstwem a ostatecznie pomógł jej przygotować niespodziankę, by potem przyglądać się jak z nadzieją w oczach błaga Alvareza, żeby został. A gdy ten zgodził się i dziewczyna rzuciła mu się w ramiona, płacząc ze szczęścia Matteo zrozumiał, że nic tu po nim. Odszedł a ona nawet tego nie zauważyła. Miała do tego prawo, wiedział jaki Simon był dla niej ważny i nawet on nie śmiał kpić z relacji, która ich łączyła. Ale tamtego dnia coś się zmieniło. Najpierw po raz kolejny podziękowała mu za to co zrobił a potem zaczęła go unikać. Naprawdę unikać.
Już pierwszy tydzień okazał się wyjątkowo uciążliwy. Nie spodziewał się, że tak bardzo będzie mu brakować jej uśmiechu, nieskładnych wypowiedzi, niezdarności i tych uroczych rumieńców, gdy próbowała ukryć swoje reakcje na jego bliskość. Droczenia i przekomarzania się z nią, flirtowania i celnych ripost a nawet zwykłej rozmowy, które przecież też czasem im się zdarzały.
Nie miał pojęcia dlaczego z dnia na dzień postanowiła przestać go zauważać, ale jednego był pewien: na pewno się tego dowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz