niedziela, 17 lipca 2016

Rozdział 1.

      "Can't run away from the fate just like you can't escape the wind"

   Od czasu konkursu Lunie zdawało się, że każda przyciszona rozmowa, którą słyszy dotyczy kreatywnego zakończenia jej występu, którym Matteo ją uraczył. Tego dnia, tak samo jak  codziennie od miesiąca dziewczyna starała się nie zwracać na to uwagi, gdy w poniedziałkowe południe przekroczyła próg Jam&Roller. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że w kafejce szumiało niczym w ulu. Prawie wszystkie stoliki były zajęte. Razem z Niną, swoją najlepszą przyjaciółką, rozejrzała się wokół w poszukiwaniu wolnego miejsca.
    — Tam — Nina wskazała stolik, przy którym siedzieli Ramiro oraz Pedro. Dziewczyny ruszyły w ich kierunku, gdy wtem ktoś zagrodził im drogę.
   — Witaj Kelnereczko — usłyszały. Luna zamarła na dobrą minutę nim z niechęcią uniosła wzrok na intruza.
    Był jak zwykle wysoki i smukły, o atletycznej sylwetce osiągniętej dzięki latom treningów. Ciemne włosy ułozone w artystycznym nieładzie wręcz zapraszały do tego, aby zanużyć w nich palce. W oczach czarnych niczym północ tańczyły wesołe iskierki a na ustach błąkał się leniwy, uwodzicielski uśmiech. Luna z całych sił starała się nie myśleć o tym jak miękkie, lecz stanowcze, słodkie, ale namiętne potrafiły być. Ani o tym, że to w tej odległości znajdowali się się zanim... Zanim ją pocałował.
    Zrobiła krok w tył i z cichym prychnięciem załozyła ręce na piersi.
   — Czego chcesz Królu Pawiu? — spytała, przewracając oczami.
   — Nic takiego, chciałem sprawdzić czy mnie poznajesz — odparł, nonszalancko wzruszając ramionami     — w końcu bardzo dawno się nie widzieliśmy.
   — Przecież widujemy się codziennie — odpowiedziała Luna, marszcząc brwi niby to ze zdziwieniem — na torze i w szkole...
   — Tak tak — przyznał Matteo, po raz kolejny naruszając jej osobistą przestrzeń — bardzo często obserwuję kurz opadający za tobą, gdy ode mnie uciekasz — dodał, nachylając się nad nią nieznacznie. Do jej nozdrzy dotarła woń jego perfum, uwodzicielskich i kuszących jak on sam. Zadrżała pod wpływem jego magnetycznego spojrzenia i nie była w stanie odwrócić wzroku. Było w nim coś hipnotyzującego, coś co przyciągało i odpychało ją od niego jednocześnie. Przełknęła głośno ślinę i bezwiednie spuściła wzrok na jego nieznacznie rozchylone usta. Wstrzymała oddech, gdy na jego wargach pojawił się arogancki półuśmiech.
   — Simon! — spanikowany głos Niny wyrwał ich oboje ze świata, w którym właśnie mieli się pocałować.    
   Luna odskoczyła od Matteo tak gwałtownie, że wpadla na stolik, przy którym grupa uczniów, których kojarzyła ze szkoły właśnie zawzięcie o czym dyskutowała. Sapnęła uderzając w drewnianą powierzchnię i  przewracając szklanki z koktajlami. Nawet nie zdążyła przeprosić, bo ci zaskoczeni odepchnęli ją i tylko dzięki refleksowi Matteo nie padła na ziemię jak długa. Zamiast tego z impetem wylądowała w jego ramionach.
   — To przeznaczenie — zaśmiał się wesoło z zainstniałej sytuacji. Luna oczywiście dzięki swojej niezdarności zyskała teraz sporą publiczność i to niesamowicie go bawiło. Tak samo jak jej zagniewana mina, gdy przyciągnął ją do siebie, ratując przed upadkiem. Mierzyli się na spojrzenia czekając, aż druga osoba odwróci wzrok. Matteo z doświadczenia wiedział, że to ona pierwsza się odsunie, ale tym razem była naprawdę uparta. Chyba chciała dać mu do zrozumienia, że jego bliskość nie robi na niej wrażenia. Cóż, nie miał nic przeciwko temu. Musiał przyznać, że ratowanie jej stało się jego hobby zwłaszcza jeśli wiązało się to z trzymaniem jej drobnego ciała tuz przy swoim. 
    Nie umiał określić co właściwie sprawiało, że wydawała mu się taka pociągająca. Czy to wąska talia i krągłe biodra, które w tej chwili wyczuwał pod palcami. Czy może smukłe nogi, które wiele razy miał okazję podziwiać zarówno na torze jak i poza nim. A może urocza twarzyczka anioła okolona gęstymi ciemnymi aksamitnymi lokami albo ten  zniewalający uśmiech lub głębokie spojrzenie błyszczących ciemnozielonych oczu. A może chodziło o jej pogodne, żywiołowe usposobienie i fakt, że przy całej swojej niezależności była niczym średniowieczna księżniczka, czekająca na ratunek. A może po prostu lubił wyzwania i nakręcała go jej niedostępność, inność, niechęć. Lubił się z nią droczyć, zbliżać forsując kolejne bariery, które między nimi budowała. I lubił, tak jak w tej chwili, czuć przyspieszone bicie jej serca, jej zapach taki inny niż dziewczyn, z którymi do tej pory się spotykał- świeży, naturalny, kwiatowy.
    — Luna — tym razem głos Simona sprowadził ich na ziemię. Valente rozejrzała się po Rollerze a widząc tyle zaciekawionych spojrzeń skierowanych wprost na nich wyrwała się z jego objęć zarumieniona. Matteo uśmiechnął się pod nosem. Teraz wyglądała jeszcze bardziej uroczo o ile było to w ogóle mozliwe. Zaczęła przepraszać ludzi siedzących przy stoliku, który staranowała, a gdy ci zapewnili ją, że nic się nie stało stanęła obok Simona, który przyglądał jej się dziwnie.
    — Zawsze musisz robić z siebie takiego pajaca? — spytała, zakładajac ręce na piersi. W bezpiecznej odległości odzyskała pewność siebie i teraz przyglądała mu się sceptycznie zza częściowo spiętej grzywki.      
    Matteo spojrzał najpierw na jej przyjaciółkę, która przyglądała się całej scenie bardzo uważnie i zapewne wyciągnęła włąściwe wnioski, a potem na Simona, który zaciskał dłonie w pięści i posyłał mu ostre pełne wścikłości spojrzenie robiąc krok do przodu i tym samym częściowo zasłaniając Lunę.
    — Chyba powinienem oddać cię twojemu koledze na chwilę. Skoro mamy teraz spędzać ze sobą tyle czasu musisz go jakoś pocieszyć czyż nie? — rzucił, usmiechając się szeroko.
    Luna zmarszczyła brwi szczerze zdziwiona.
   — O czym ty mówisz Królu Pawiu? — spytała, ale ten tylko mrugnął do niej porozumiewawczo i oddalił się w kierunku toru.
   — O czym on mówił? — zaniepokoił się Simon, ale Luna tylko wzruszyła ramionami.
   — Pewnie jak zwykle chciał nas wkurzyć — odparła stanowczo i chwyciła go za rękę — chodź, pójdziemy w jakieś... Spokojniejsze miejsce.
   — Przecież dopiero co przyszłyście — zauważył brunet — myślałem, że postawię wam koktajl a potem...
   — Tak, ale to chyba nie najlepszy pomysł — przerwała mu Luna rozgladając się wokół. Przyjaciel podążył za jej spojrzeniem a na widok kilkunastu wpatrujących się w nich twarzy przełknął ślinę i pokiwał głową ze zrozumieniem.
   — No tak, więc chodźmy...
   — Luna — Jim dopadła ich przy drzwiach i mocno przytuliła dziewczynę — gratuluję kochana.
   — Ale czego? — Luna miała wrażenie, że coś ważnego ją ominęło. I wtedy do grupy przyjaciół podeszła Tamara, kierowniczka Jam&Roller.
   — No właśnie o tym miałam z tobą porozmawiać — zaczęła. Dziewczyna przełknęła ślinę. coś jej mówiło, że to mogło mieć coś wspólnego z ostatnimi słowami Matteo i że niekoniecznie jej się to spodoba. 

Prolog

     Matteo sam nie wiedział co o tym myśleć. Była zaskoczona, ale przecież musiała się tego spodziewać. Co więcej musiała tego chcieć skoro pomimo początkowego szoku oddała pocałunek. Matteo nigdy czegoś takiego nie przeżył choć calował już wiele dziewczyn. W niej było jednak coś co powodowało, że nie mógł przejść nad tym wydarzeniem do porządku dziennego. Pocałował Lunę Valente i był to najczulszy a zarazem najnamietniejszy i najintensywniejszy moment jaki kiedykolwiek z kimkolwiek dzielił. Sam dotyk jej warg spowodował, że serce podeszło mu do gardła a jego całe ciało pokryła gęsia skórka. Jego zmysły zaplonęły w chwili, w której Luna w końcu z równą siłą naparła na niego i wczepiła palce w jego włosy jakby bała się, że upadnie. Między nich nie dałoby się szpilki wetknąć, ale Matteo wciąż zdawało się, że jednak nadal nie byli dość blisko.
      Ten pocałunek przywołał wszystkie wspomnienia, każdy moment gdy próbował z nią filtrować, zbliżyć się do niej, rywalizować z Simonem, pocałować ją. Każdy gdy musiał obejść się smakiem, gdy go odrzucała i wystawiała jego pragnienie na próbę. Gdy to pragnienie wzmagało się, gdy jego wyobraźnia działała na najwyższych obrotach produkując setki niespełnionych nigdy scenariuszy i gdy jego wszystkie techniki tyle razy stosowane na innych dziewczynach zawiodły. Ten pocałunek ich oboje pozbawił tchu.  Dobrze wiedział, że był moment gdy poczuła to samo co on. Gdy poddała się temu uczuciu bez reszty.     
     A potem wszystko minęło. Niemal wyrwała się z jego objęć. W jej oczach dostrzegł szok, przerażenie, niedowierzanie i złość. Była wściekła, że zrobił coś tak karygodnego, że nie dał jej szansy żeby zaprotestować. Satysfakcja i rozbawienie widoczne na jego twarzy chyba nie poprawiały sytuacji.  Nie mogła uwierzyć, za to się wydarzyło naprawdę. A potem spojrzała na tłum przeglądający się tej żenującej scenie i zamarła na widok Simona a raczej łez, które ukradkiem ocierał.
      Próbował chwycić ją za dłoń, gdy opuszczali tor jadąc w kierunku Tamary, ale wyrwała mu się zaciskając usta w cienką linię. Podczas wspólnego wywiadu była spięta jakby kij połknęła. Potem wiele razy próbował z nią flirtować, ale ona reagowała na niego niemal alergicznie. Odskakiwała za każdym razem gdy próbował się zbliżyć, ripostowała wszystkie jego żarty i cały czas powtarzała, że to jego wina. Matteo zaczął nawet zastanawiać się czy Ambar miała rację, czy Luna faktycznie może być zakochana w Simonie i czy wobec tego nie kłamała mówiąc, że to co zrobił było okropnym doświadczeniem, jednym z najgorszych w jej życiu.
     Z tym że podczas konkursu pierwszy raz tak naprawdę się odsłoniła. Wiedział już wcześniej, że może jej się podobać, ale do tej pory nie pozwoliła swoim murom opaść i odsłonić wszystko co się za nimi kryło. To spowodowało, że nie mogł teraz odpuścić. Uważała go za drania, ale to on zrezygnował ze wspólnego występu na rzecz Simona wiedząc, że to może być ich ostatni Open Music z jego udziałem i jak bardzo jest to dla niej ważne. Kłamał, żeby miała szansę pożegnać się z najlepszym przyjacielem, ale nie mógł się nie uśmiechnąć gdy wbrew własnej woli spojrzała mu prosto w oczy śpiewając bądź co bądź  jego piosenkę. Doskonale pamiętał ten jakże wymowny wers.

"Być tak przebudzonym w tym złudzeniu"

     To właśnie czuł, gdy z nią przebywał. Jakby wreszcie obudził się po długiej i uporczywej drzemce. Wszystkie jego zmysły działały przy niej na najwyższych obrotach choć nie do końca wiedział jeszcze co to wszystko może znaczyć.
      Gaston miał rację mówiąc, że to wszystko jest do niego takie niepodobne. Nie zwykł tyle czasu rozmyślać o drugiej osobie, bezinteresowne gesty były mu całkowicie obce. Tymczasem nie dość, że pozwolił temu marnemu gitarzyście, by ponownie zbliżył się do Luny to jeszcze potem odsłonił się ze swoim kłamstwem a ostatecznie pomógł jej przygotować niespodziankę, by potem przyglądać się jak z nadzieją w oczach błaga Alvareza, żeby został. A gdy ten zgodził się i dziewczyna  rzuciła mu się w ramiona, płacząc ze szczęścia Matteo zrozumiał, że nic tu po nim. Odszedł a ona nawet tego nie zauważyła. Miała do tego prawo, wiedział jaki Simon był dla niej ważny i nawet on  nie śmiał kpić z relacji, która ich łączyła. Ale tamtego dnia coś się zmieniło. Najpierw po raz kolejny podziękowała mu za to co zrobił a potem zaczęła go unikać. Naprawdę unikać.
      Już pierwszy tydzień okazał się wyjątkowo uciążliwy. Nie spodziewał się, że tak bardzo będzie mu brakować jej uśmiechu, nieskładnych wypowiedzi, niezdarności i tych uroczych rumieńców, gdy próbowała ukryć swoje reakcje na jego bliskość. Droczenia i przekomarzania się z nią, flirtowania i celnych ripost a nawet zwykłej rozmowy, które przecież też czasem im się zdarzały.
Nie miał pojęcia dlaczego z dnia na dzień postanowiła przestać go zauważać, ale jednego był pewien: na pewno się tego dowie.